czwartek, 13 października 2016

Od nauczycielki do cleanerki



   Dlaczego wysoko wykształcona dziewczyna decyduje się na pracę cleanerki? Dlaczego nauczycielka matematyki nagle zaczyna sprzątać angielskie chaty, a nie od razu zabiera się za zdobywanie doświadczenia w English Primary School?
   Cóż, nie wszystkich Pan Bóg wyposażył w naturalną umiejętność przyswajania języków obcych. Gdy dziewczyna stała w kolejce po zdolność logicznego myślenia, niezbędną do rozwiązywania matematycznych łamigłówek, nie przyszło jej do głowy, żeby choć na chwilę spojrzeć w kierunku kolejki pod nazwą: "Angielski, hiszpański, niemiecki, włoski, wietnamski... - zostań poliglotą, a świat stanie przed Tobą otworem".
   Cóż, dziewczyna wcale nie miała ochoty na to, aby się na ten świat otwierać. No ale, czego ta miłość nie jest w stanie zrobić z człowiekiem . . . Wówczas nawet ta logicznie i bardzo rozsądnie myśląca dziewczyna potrafi porzucić wygodną pracę w Polsce i wyjechać na drugi koniec Europy, aby za jej przyczyną angielskie domy wreszcie mogły lśnić, błyszczeć, pachnieć i podziwiać ciężką pracę polskich rąk. Sugestia była taka, że to właśnie miłość uzdalnia (a może raczej ogłupia) człowieka do podejmowania tak absurdalnych życiowych kroków. Dziewczynie wydawało się, że nauka języka przyjdzie sama z siebie. Nie od dziś jednak wiadomo, że mało co przychodzi w życiu tak samo z siebie. Ciężko nauczyć się języka, gdy kilka godzin dziennie spędza się na ścieraniu kurzu, odkurzaniu i myciu podłóg. W ogóle trudno uczyć się nowych rzeczy, gdy człowieka paraliżują strach i stres przed otoczeniem, ludźmi, pracą, obcym językiem, a przede wszystkim faktem, że status singielki z na dzień zmienił się na status: w związku. A gdy do tego dojdzie rozpacz, że nie można tu w Anglii, zacząć z marszu wykonywać swojego wyuczonego zawodu - mamy gotowy przepis na powrót do ojczyzny w tempie ekspresowym, mocno doprawiony płacząco - krzyczącymi emocjami.
   Nie chcąc uprawiać czarnowidztwa, w każdej sytuacji można dostrzec jakieś pozytywne strony. Spróbujmy poszukać kilku cech wspólnych łączących pracę cleanerki z zawodem nauczyciela matematyki. Przede wszystkim: precyzja i dokładność. Szanująca się cleanerka nie zamiata brudów pod dywan, natomiast każdy matematyk wie, że poprawny wynik to nic innego jak tylko efekt dobrze rozwiązanego zadania. Po drugie: szybkość. Swoją pracę cleanerka musi wykonać sprawnie i w określonym czasie - obijanie się absolutnie nie wchodzi w grę. Podobnie rzecz wygląda na konkursach przedmiotowych. Określona liczba zadań do rozwiązania zazwyczaj w przeciągu 60 - 90 minut. No i po trzecie: cierpliwość oraz wytrwałość. Tylko silna psychika i mocny charakter pozwalają wytrwać te 8 godzin dziennie wśród pyłu, kurzu, oparów po chemicznych środkach czystości. Tylko zawziętość i upór nauczyciela są w stanie przebić się przez odporne na matematyczną wiedzę umysły uczniów.
   Od nauczycielki do cleanerki . . . jak przedziwne scenariusze potrafi czasem napisać życie. 

niedziela, 28 sierpnia 2016

O tym jak zepsuć porządek wszechświata

    
   Życie nabrało tempa w momencie, gdy dziewczyna zakończyła jeden z etapów swojej edukacji - gimnazjum, a rozpoczęła kolejny - liceum ogólnokształcące. Nigdy nie żałowała, że wybrała klasę z rozszerzoną matematyką i językiem angielskim. Potem były studia, kierunek: matematyka, jasna rzecz. Dlaczego taka decyzja? Bo jedyna uczelnia (a właściwie PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa) w mieście oferowała tylko jeden rozsądny kierunek, który jakoś wpasowywał się w predyspozycje dziewczyny. Obroniła licencjat, po 3-miesięcznym stażu w jej rodzinnym miasteczku, przeprowadziła się do dużego miasta i zaczęła studia drugiego stopnia, kontynuując w ten sposób swój rozsądny związek z królową nauk. Miała dosyć dużego miasta, więc opuściła je w tempie ekspresowym. Wróciła w rodzinne strony, ponownie zamieszkała w swojej małej sypialni (wymiary 2,5 m na 3,5 m - to tak mniej więcej, a raczej mniej niż więcej). W pobliskiej szkole dostała wymarzoną pracę - nauczycielki matematyki. I tak minęły kolejne dwa lata życia dziewczyny. Życie wręcz idealne, chociaż stresujące. Mieszkanie z rodzicami niewiele kosztowało - tyle, co rachunki za gaz. Wcale nie musiała tego robić, ale to zawsze jakiś rodzaj satysfakcji - móc odciążyć domowy budżet. Co prawda, praca w szkole do najłatwiejszych nie należała. Na każdym kroku pełno rozwrzeszczanych dzieci - młodszych i starszych. Nie dość, że trzeba tą "szarańczę" wychować, to jeszcze oczekuje się od takiego nauczyciela, żeby "szarańcza" będzie potrafiła dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić. Rzecz jasna, nie tylko liczby naturalne, ale również takie matematyczne wybryki jak ułamki zwykłe czy dziesiętne. 
    Cóż, wyglądało to wszystko nie najgorzej. Liceum, studia, a potem wymarzona praca. Czy należało coś zmieniać? Na zdrowy rozum - nie. Bo po co zmieniać coś, co jest wystarczająco dobre? Po co psuć ten nienaganny porządek? Ano, już jakoś tak jest skonstruowany ten wszechświat, że w momencie, gdy wszystko wydaje się być idealnie na swoim miejscu, a nam wydaje się, że w zasadzie nie trzeba by niczego zmieniać, zaczynają się pojawiać nowe możliwości. Dziewczyna, która bardzo ceniła sobie swoje poukładane życie, taką możliwość dostała. Po wielu walkach stoczonych z własnym rozumem i codziennymi przyzwyczajeniami podjęła decyzję o porzuceniu swojego niesamowicie poukładanego


     
    

piątek, 26 sierpnia 2016

Kariera kontra miłość

  
   Uwaga, to nie jest kolejna część bestselleru "Dziewczyna z pociągu". Jeśli liczysz na thriller, kryminał, opisy zabójstw i krwawych scen, od razu możesz opuścić tę stronę. Życie, samo w sobie, wystarczająco potrafi trzymać w napięciu. Nie potrzebujesz oglądać tzw. mrożących krew w żyłach horrorów. Jeśli lubisz się bać i wystawiać swój kochany i niepowtarzalny umysł na dodatkowy stres, to naprawdę bardzo dziwię się, co Ty tutaj jeszcze robisz. 
   Co to jest Redland i skąd ta dziewczyna? Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek mieszkał w UK (a myślę, że takowych nie brakuje), a dokładniej w Bristolu, będzie wiedział, że Redland to jedna z jego dzielnic - ładna, zadbana, i co najważniejsze - bezpieczna. Dziewczyna mieszka tutaj od początku lipca. Wsiadła w samolot na lotnisku Kraków - Balice i po 2,5 godzinach lotu wylądowała na angielskiej ziemi. Dlaczego to zrobiła? Bo pomimo tego, że miłość nie zna granic, postanowiła dystans dzielący nią i jej chłopaka ograniczyć do minimum. Ambicje o zostaniu najlepszą nauczycielką w swojej gminie zostawiła w Polsce. Przyjechała tutaj z jedną walizką i z jedną torbą podróżną. W portfelu mając około 1000 funtów - tak na dobry początek. 
   W rozgrywce kariera vs. miłość... miłość zremisowała z karierą 1:1.