Dlaczego wysoko wykształcona dziewczyna decyduje się na pracę cleanerki? Dlaczego nauczycielka matematyki nagle zaczyna sprzątać angielskie chaty, a nie od razu zabiera się za zdobywanie doświadczenia w English Primary School?
Cóż, nie wszystkich Pan Bóg wyposażył w naturalną umiejętność przyswajania języków obcych. Gdy dziewczyna stała w kolejce po zdolność logicznego myślenia, niezbędną do rozwiązywania matematycznych łamigłówek, nie przyszło jej do głowy, żeby choć na chwilę spojrzeć w kierunku kolejki pod nazwą: "Angielski, hiszpański, niemiecki, włoski, wietnamski... - zostań poliglotą, a świat stanie przed Tobą otworem".
Cóż, dziewczyna wcale nie miała ochoty na to, aby się na ten świat otwierać. No ale, czego ta miłość nie jest w stanie zrobić z człowiekiem . . . Wówczas nawet ta logicznie i bardzo rozsądnie myśląca dziewczyna potrafi porzucić wygodną pracę w Polsce i wyjechać na drugi koniec Europy, aby za jej przyczyną angielskie domy wreszcie mogły lśnić, błyszczeć, pachnieć i podziwiać ciężką pracę polskich rąk. Sugestia była taka, że to właśnie miłość uzdalnia (a może raczej ogłupia) człowieka do podejmowania tak absurdalnych życiowych kroków. Dziewczynie wydawało się, że nauka języka przyjdzie sama z siebie. Nie od dziś jednak wiadomo, że mało co przychodzi w życiu tak samo z siebie. Ciężko nauczyć się języka, gdy kilka godzin dziennie spędza się na ścieraniu kurzu, odkurzaniu i myciu podłóg. W ogóle trudno uczyć się nowych rzeczy, gdy człowieka paraliżują strach i stres przed otoczeniem, ludźmi, pracą, obcym językiem, a przede wszystkim faktem, że status singielki z na dzień zmienił się na status: w związku. A gdy do tego dojdzie rozpacz, że nie można tu w Anglii, zacząć z marszu wykonywać swojego wyuczonego zawodu - mamy gotowy przepis na powrót do ojczyzny w tempie ekspresowym, mocno doprawiony płacząco - krzyczącymi emocjami.
Nie chcąc uprawiać czarnowidztwa, w każdej sytuacji można dostrzec jakieś pozytywne strony. Spróbujmy poszukać kilku cech wspólnych łączących pracę cleanerki z zawodem nauczyciela matematyki. Przede wszystkim: precyzja i dokładność. Szanująca się cleanerka nie zamiata brudów pod dywan, natomiast każdy matematyk wie, że poprawny wynik to nic innego jak tylko efekt dobrze rozwiązanego zadania. Po drugie: szybkość. Swoją pracę cleanerka musi wykonać sprawnie i w określonym czasie - obijanie się absolutnie nie wchodzi w grę. Podobnie rzecz wygląda na konkursach przedmiotowych. Określona liczba zadań do rozwiązania zazwyczaj w przeciągu 60 - 90 minut. No i po trzecie: cierpliwość oraz wytrwałość. Tylko silna psychika i mocny charakter pozwalają wytrwać te 8 godzin dziennie wśród pyłu, kurzu, oparów po chemicznych środkach czystości. Tylko zawziętość i upór nauczyciela są w stanie przebić się przez odporne na matematyczną wiedzę umysły uczniów.
Od nauczycielki do cleanerki . . . jak przedziwne scenariusze potrafi czasem napisać życie.
Cóż, nie wszystkich Pan Bóg wyposażył w naturalną umiejętność przyswajania języków obcych. Gdy dziewczyna stała w kolejce po zdolność logicznego myślenia, niezbędną do rozwiązywania matematycznych łamigłówek, nie przyszło jej do głowy, żeby choć na chwilę spojrzeć w kierunku kolejki pod nazwą: "Angielski, hiszpański, niemiecki, włoski, wietnamski... - zostań poliglotą, a świat stanie przed Tobą otworem".
Cóż, dziewczyna wcale nie miała ochoty na to, aby się na ten świat otwierać. No ale, czego ta miłość nie jest w stanie zrobić z człowiekiem . . . Wówczas nawet ta logicznie i bardzo rozsądnie myśląca dziewczyna potrafi porzucić wygodną pracę w Polsce i wyjechać na drugi koniec Europy, aby za jej przyczyną angielskie domy wreszcie mogły lśnić, błyszczeć, pachnieć i podziwiać ciężką pracę polskich rąk. Sugestia była taka, że to właśnie miłość uzdalnia (a może raczej ogłupia) człowieka do podejmowania tak absurdalnych życiowych kroków. Dziewczynie wydawało się, że nauka języka przyjdzie sama z siebie. Nie od dziś jednak wiadomo, że mało co przychodzi w życiu tak samo z siebie. Ciężko nauczyć się języka, gdy kilka godzin dziennie spędza się na ścieraniu kurzu, odkurzaniu i myciu podłóg. W ogóle trudno uczyć się nowych rzeczy, gdy człowieka paraliżują strach i stres przed otoczeniem, ludźmi, pracą, obcym językiem, a przede wszystkim faktem, że status singielki z na dzień zmienił się na status: w związku. A gdy do tego dojdzie rozpacz, że nie można tu w Anglii, zacząć z marszu wykonywać swojego wyuczonego zawodu - mamy gotowy przepis na powrót do ojczyzny w tempie ekspresowym, mocno doprawiony płacząco - krzyczącymi emocjami.
Nie chcąc uprawiać czarnowidztwa, w każdej sytuacji można dostrzec jakieś pozytywne strony. Spróbujmy poszukać kilku cech wspólnych łączących pracę cleanerki z zawodem nauczyciela matematyki. Przede wszystkim: precyzja i dokładność. Szanująca się cleanerka nie zamiata brudów pod dywan, natomiast każdy matematyk wie, że poprawny wynik to nic innego jak tylko efekt dobrze rozwiązanego zadania. Po drugie: szybkość. Swoją pracę cleanerka musi wykonać sprawnie i w określonym czasie - obijanie się absolutnie nie wchodzi w grę. Podobnie rzecz wygląda na konkursach przedmiotowych. Określona liczba zadań do rozwiązania zazwyczaj w przeciągu 60 - 90 minut. No i po trzecie: cierpliwość oraz wytrwałość. Tylko silna psychika i mocny charakter pozwalają wytrwać te 8 godzin dziennie wśród pyłu, kurzu, oparów po chemicznych środkach czystości. Tylko zawziętość i upór nauczyciela są w stanie przebić się przez odporne na matematyczną wiedzę umysły uczniów.
Od nauczycielki do cleanerki . . . jak przedziwne scenariusze potrafi czasem napisać życie.

